"Nieważne są żadne słowa, nasza miłość jest piękna"
Minął już tydzień od ostatnich wydarzeń. Ja i Leo z każdym dniem kochamy się coraz bardziej i jesteśmy coraz bardziej szczęśliwi. Po Cristiano słuch zaginął. To dobrze, bo może w końcu zniknął z mojego życia. Leo jest w Bilbao, ponieważ jeszcze dziś FCB gra mecz wyjazdowy. Właśnie się przebierałam, kiedy dostałam od niego sms-a.
-Kocham cię tak mocno, tęsknię i wygram dzisiaj dla ciebie mecz. Ściskam twój Leo.
Wzięło mu się na poezje miłosną (pomyślałam). Po chwili zastanowienia po prostu mu odpisałam.
-Też cię kocham. Trzymam kciuki za was. Pozdrów chłopaków.
Nic już nie dopisał. Ja natomiast skończyłam się już ubierać, więc postanowiłam wyjść pobiegać. Po 10 minutach dotarłam do parku i nagle rozdzwonił się mój telefon. Odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
-Halo?
-Myślałem, że nie odbierzesz.
Teraz tego właśnie zaczęłam żałować. Miałam spokój na tydzień, a teraz znów się dobija. Kto? No przecież, że sam Ronaldo.
-Czego chcesz?-zapytałam.
-Chce się spotkać.
-Po co?
-Jeśli się dziś spotkamy to obiecuję ci, że już później dam ci spokój.
-Jaką mam niby pewność?
-Nie masz pewności, ale sama wiesz że nic bym ci nie zrobił.
-Już zrobiłeś i mógłbyś to powtórzyć.
-Lisa proszę cię jedno spotkanie i dam ci spokój.
-Cris nie.
Po tych słowach się rozłączyłam. Wracałam do domu i kogo zobaczyłam? Niestety znów jego. Na mój widok do mnie podbiegł i bez ostrzeżenia po prostu mnie pocałował. Szybko się od niego odsunęłam i na niego spojrzałam. Tak jak zawsze miał ten swój cwaniacki uśmieszek. Uderzyłam go w twarz i z prędkością światła wbiegłam do domu zamykając drzwi na klucz. Przez okno zauważyłam, że płaci jakiemuś mężczyźnie z aparatem. To nie wróżyło niczego dobrego. Później wsiadł do swojego samochodu i odjechał. Usiadłam zrezygnowana na kanapie i zaniosłam się płaczem. Co on chce zrobić? Dlaczego on mnie prześladuje? Siedziałam tak aż do godziny 21. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać mecz. Oczywiście FCB wygrała 5:2. Leo zaliczył dwie wspaniałe asysty i jedną bramkę. Jest taki szczęśliwy, kiedy gra. Piłka to jego pierwsza miłość. Jest najlepszy w stu procentach w tym co robi. A Ronaldo nie dorasta mu nawet do pięt. O nie. Moją głowę znów zaczęły zaprzątać myśli o "7" z Realu Madryt. Chciałam tego uniknąć, więc położyłam się spać. Troszkę trwało zanim zasnęłam, ale ostatecznie się udało.
*Następny dzień
Poczułam, że ktoś mi się przygląda. Niechętnie otworzyła jeszcze zaspane oczy. Ujrzałam Leo, który najzwyczajniej w świecie siedział naprzeciwko mnie i się uśmiechał.
-Dzień dobry kochanie-powiedział.
Podeszłam do niego i go ucałowałam, mówiąc.
-Gratuluję.
-Dziękuje-odpowiedział po czym dodał.
-Ślicznie wyglądasz.
Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie koszulkę Leo. Oczywiście białą (Leo nie nosi innych).
-Zrobię śniadanie-odpowiedziałam.
Po paru chwilach zajadaliśmy już śniadanie. Lionel poszedł sprawdzić poranną prasę. Czy powinnam się bać? Nagle usłyszałam jego słowa i już wiedziałam, że nie będzie to nic dobrego.
-Lisa chodź na chwilę.
Podeszłam do niego, a ten pokazał na ekran laptopa. Co ujrzałam? Było tam zdjęcie moje i Ronaldo całujących się.
-Leo to nie tak. On wczoraj mnie zaatakował pod domem i pocałował. Musisz mi uwierzyć, przecież nie zrobiłabym ci takiego świństwa.
Lio nie odpowiedział. Wziął kluczyki z samochodu i zaczął zmierzać do wyjścia. Nagle krzyknęłam.
-Leo dokąd idziesz?
-Lisa muszę to przemyśleć. Przecież całujesz się z tym całym pożal się Boże Ronaldo-kiedy to powiedział. Widziałam w jego oczach żal, smutek i wściekłość.
-Leo to nie tak.
-A jak?- tym razem krzyknął.
Nie odpowiedziałam, więc kontynuował.
-Myślałem, że na prawdę mnie kochasz. Widać myliłem się.
Wyszedł i odjechał z piskiem opon. Jego ostatnie słowa sprawiły, że poczułam się okropnie. Zraniłam go chodź tego nie chciałam. A przecież niczego nie zrobiłam. Leo uratował mi życie i pokazał co oznacza prawdziwa miłość. Za to wszystko na pewno bym go nie skrzywdziła. W mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy różnych chwil z mojego życia przed poznaniem Leo. Były one pełne smutku i nienawiści. Pobiegłam do łazienki zaczęłam szukać żyletki. No tak nigdzie jej nie było. Przecież Leo wszystkie wyrzucił, kiedy mnie poznał. Tak bardzo chciał mnie chronić, a teraz odczuwa przeze mnie ból. Może lepiej gdybym jednak zniknęła z jego życia? Jedyny ostry przedmiot jaki udało mi się znaleźć to nóż. Wzięłam go do rąk i na chwilę się zawahałam. No dalej Lisa. To tylko jedno cięcie i będzie po wszystkim. Znikniesz z życia Leo tak to prawda. Ale też w jego życiu już nie będzie problemów. Po tych myślach momentalnie poczułam ból. Później już tylko ściekająca krew. Ból zaczął ustawać, a ja nie czułam już nic. Zamknęłam oczy i odpłynęłam.
- Beznadziejny. Ale niestety tylko to mi przychodziło do głowy. Wiem, że znów kończę w tak ważnym momencie, ale następny rozdział pojawi się jutro, więc nie będzie długiego czekania. Czytać i komentować. Pozdrawiam :*
.gif)
Jak mogłas zakończyć w takim momencie?? Boje sie o Lise, mam nadzieje ze przeżyje. Płakać mi sie chciało czytając zwłaszcza końcówkę. Z wielka niecierpliwością czekam na następny i pozdrawiam:*
OdpowiedzUsuńMusimy poważnie pozmawiać. Jak ty możesz kończyć w takim momencie? No chyba coś nie halo xD Nie mam nawet sił komentować przez to, lol. Czekam na następny ;)
OdpowiedzUsuń