sobota, 14 lutego 2015

Informacja

Pragnę zaprosić was na mojego nowego bloga, który znajduje się pod tym adresem http://wieczorneopowiesci.blogspot.com/ Zapraszam do jego czytania i komentowania. Znajdziecie tam o nim kolejne informacje, a tu powiadomię, że pierwsza notka na nim zostanie dodana jeszcze dzisiaj. Pozdrawiam :*

piątek, 13 lutego 2015

Epilog

"Najmocniej kochają serca, które najwięcej cierpiały"
Leo już za chwilę tu będzie, ja natomiast szykuję się do wyjścia z tego szpitala. Nareszcie. Oczywiście kochany Leoś coś wymyślił i dzisiaj raczej nie posiedzimy sobie w domu. Zaczęłam się zastanawiać co on znowu najlepszego wymyślił przy okazji zapinałam moją koszulę. Nagle grzywka opadła mi na oczy i nic nie widziałam. Jednak poczułam, że ktoś zakłada mi ją za ucho. Po chwili ujrzałam szczęśliwego Messiego i powiedziałam.
-Co się tak szczerzysz.
-Bo cię kocham-odpowiedział.
Po tych słowach ucałowałam go i wtuliłam się do niego najmocniej jak tylko potrafiłam. Argentyńczyk wziął moją torbę i ani się obejrzałam już byliśmy w drodze do domu. On jest taki kochany. Jestem pewna, że to właśnie z nim chcę spędzić resztę swojego życia. Weszliśmy do domu i Leo przerwał ciszę panującą pomiędzy nami.
-Ok w takim razie przebieramy się i jedziemy.
-Ale gdzie?
-Lisa kochanie, zobaczysz-uśmiechnął się cwaniacko i wskazał mi drogę na górę.
Wiedziałam, że nie wygram z nim i jego pomysłami. Poszłam się ubrać. Długo zastanawiałam się co mam na siebie włożyć, ale ostatecznie wybrałam ulubioną sukienkę Leo miętową i do niej czarne szpilki. Włosy związałam w lekkiego koka i byłam już gotowa po 30 minutach. Kiedy zeszłam ujrzałam Leo. Jak zwykle był zabójczo przystojny. No, bo przecież to sam Lionel Messi. Podczas jazdy samochodem spytałam go jeszcze parę razy dokąd mnie zabiera, ale on mi nic nie odpowiedział. W końcu dojechaliśmy do eleganckiej restauracji. Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca. Leo złożył zamówienie i spojrzał na mnie. Był taki nieswój, nieco zmieszany. Zmartwiło mnie to.
-Leo wszystko w porządku?
-Tak.
-Na pewno?
-Tak kochanie.
-To dobrze.
-Wiesz Lisa właściwie chcę ci coś powiedzieć.
-Mów.
Niespodziewanie Leo uklęknął przede mną i zaczął swój monolog.
-Lisa od kiedy cię poznałem nie marzę i nie myślę o nikim innym. Jesteś wyjątkową osobą w moim życiu. Odgrywasz w nim bardzo ważną rolę. Dzięki tobie zrozumiałem, że można kogoś bardzo mocno pokochać. Sprawiłaś, że piłka zajęła drugie miejsce. Ty jesteś na pierwszym. Chciałbym sobie ułożyć z tobą życie i być szczęśliwy, a to jest możliwe tylko z tobą. Pragnę zadać ci jedno ważne pytanie. Czy ty Liso Miler wyjdziesz za mnie?
W moich oczach pojawiły się łzy szczęścia. Nie potrafiłam wykrztusić z siebie ani jednego zdania. W końcu odpowiedziałam.
-Lionelu Messi tak. Wyjdę za ciebie. Niczego innego nie pragnę.
Leo założył mi pierścionek na palec i pocałował. Na początku niepewnie (jak to on) tak jakby pytał mnie o pozwolenie. Później coraz zachłanniej, a ja oddawałam mu każde jego pocałunki. Po kolacji pojechaliśmy do domu. Weszliśmy do środka i przystanęliśmy w korytarzu. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Leo po raz kolejny dzisiaj mnie pocałował i powiedział.
-Może czas zapracować na małego Messiego?-cwaniacko się uśmiechnął.
Ja tylko pocałowałam go i nawet nie zauważyłam kiedy zaniósł mnie do sypialni, a co działo się za jej drzwiami? To już nie powinno was interesować.
*Dwa lata później
Ja i Leo jesteśmy od dwóch lat szczęśliwym i kochającym się małżeństwem. Wychowujemy naszego synka Thiago i spodziewamy się dziewczynki, którą chcemy nazwać Lolita. Co z Cristiano? Już mówię. Po tym wszystkim po prostu pewnego dnia zapukał do naszych drzwi. Leo kiedy go zobaczył od razu chciał się na niego rzucić, jednak udało mi się go powstrzymać. Co zrobił Ronaldo? Za wszystko nas przeprosił. Postanowiliśmy mu wybaczyć, ale nie przyjaźnimy się z nim. Był na naszym ślubie ze swoją obecną partnerką Iriną. Oby im się jak najlepiej wiodło. Co mogę powiedzieć o swoim życiu? Jestem teraz najszczęśliwszą kobietą na świecie. U boku mam mężczyznę i chłopczyka, których bardzo mocno kocham, a pod sercem noszę dziewczynkę. Mimo upływu kolejnych razem spędzonych chwil, ja i Lionel kochamy się jeszcze bardziej. Czego mogłabym chcieć więcej? Moje życie po poznaniu księcia z bajki obróciło się o 180 stopni. Jestem pewna, że tego szczęścia już na prawdę nikt nie jest wstanie zrujnować. Kochamy się i to nigdy się nie zmieni. A jednak, życie pełne bólu i cierpienia może zamienić się w piękną baśń za pomocą odpowiednich osób.
  • Byłam pewna na początku, że dzisiaj nie dam rady wstawić epilogu. Jednak jest, udało się. Bardzo trudno mi było zakończyć tego bloga. Przywiązałam się do niego, ale przecież nie mogę go ciągnąć w nieskończoność, bo to byłoby bez sensu. Pragnę podziękować wszystkim czytelnikom za komentarze i wyświetlenia, których jest na prawdę dużo. Nie spodziewałam się tego, dlatego jeszcze raz bardzo dziękuje. Rozmyślałam nad pisaniem kolejnego i było bardzo dużo za i przeciw. Na początku pomyślałam, że będę musiała od tego trochę odpocząć, ale już mam pomysł. Otworzę następnego bloga, jednak będzie on się bardzo różnił od poprzednich. Kiedy się on pojawi. Myślę, że jak najszybciej. W końcu mam na to cały weekend. Kiedy go już stworzę wstawię tu o nim informację. Dziękuje i Pozdrawiam :*


czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział 7 "Leo już dobrze"

Rozdział dedykuję Tolce. Dziękuje za komentarze ;)
"Nic nie boli tak mocno jak utrata ukochanej osoby"
*Leo
Siedziałem w samochodzie na parkingu. Musiałem to wszystko przemyśleć. Do jakich wniosków doszedłem? Do takich, że jestem idiotą. Przecież Lisa nawet nie była by w stanie zrobić mi czegoś takiego, a ja zamiast jej wysłuchać to wziąłem klucze i odjechałem. Mało tego to jeszcze na nią nakrzyczałem i wypowiedziałem słowa, których teraz bardzo żałuje. Czasu już nie cofnę, nawet jeśli bardzo bym chciał. Co ja mam teraz zrobić? Po chwili namysłu ruszyłem w stronę domu. Po drodze kupiłem bukiet czerwonych róż. Lisa je uwielbia. Minęło około 15 lub 20 minut od kiedy nie ma mnie w domu. Przystanąłem na chwilę przed drzwiami, wziąłem głęboki oddech i wszedłem do środka. Panowała cisza trochę ponura. Zmierzałem właśnie w kierunku kuchni, a na podłodze dostrzegłem nieprzytomną Lisę. Koło niej była kałuża krwi i nóż. Spojrzałem na jej rękę i już wiedziałem co zrobiła. Momentalnie wyrzuciłem gdzieś w kąt kwiaty, a sam podbiegłem do Lisy. Sprawdziłem tętno, na szczęście wyczuwalne. Zadzwoniłem na pogotowie i przyjechali po paru chwilach. Szybko zanieśli ją do karetki, ja natomiast ruszyłem za nimi samochodem. Po drodze zadzwoniłem do Gerarda i Shaki. Oni zadeklarowali, że zaraz też będą w szpitalu. Dojechałem na miejsce o wiele później niż karetka. Wbiegłem do budynku i od razu udałem się do recepcji krzycząc.
-Przepraszam bardzo, gdzie jest Lisa Miler? Nie dawno tu została przywieziona.
-Tak zgadza się, jest w pokoju 34-odpowiedziała mi zdziwiona recepcjonistka. 
Pobiegłem jak najszybciej w stronę sali numer 34. Wpadłem na jedną z pielęgniarek, która powiedziała.
-Pan do pani Lisy Miler?
-Tak.
-Teraz robione są jej badania. Udało nam się zatamować krwotok. Ranę trzeba było zszyć, bo była dość duża. Jest przytomna, ale musi odpoczywać.
-Kiedy będę mógł do niej wejść.
-Pani Miler straciła na prawdę dużo krwi i jest bardzo słaba. Po badaniach powinna odpoczywać, ale jeśli to konieczne to będzie pan mógł ją na chwilę odwiedzić.
-Dziękuje-odpowiedziałem po czym opadłem na krzesło.
Schowałem twarz w dłoniach. Nie wiem ile tak siedziałem, ale poczułem klepnięcie w ramię. Podniosłem głowę i ujrzałem Gerarda z Shakirą.
-Co z nią?-zapytała Kolumbijka.
-Straciła bardzo dużo krwi. Teraz ma badania. Po nich musi odpoczywać, więc będę mógł do niej wejść tylko na chwilę. Boże jestem idiotą. To wszystko przeze mnie.
-Leo teraz o tym nie myśl. Najważniejsza jest Lisa-krzyknął Pique.
Po jego słowach podszedł do nas lekarz. 
-Pan Messi może wejść na salę, resztę proszę o cierpliwość.
Pokiwałem do przyjaciół i udałem się do sali, gdzie znajduje się Lisa. Wszedłem do środka. Siedziała na łóżku z przyciągniętymi nogami do klatki piersiowej i  pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bandaż na jej prawej ręce. Usiadłem obok niej i przez chwilę panowała krępująca cisza. Postanowiłem się odezwać pierwszy.
-Lisa przepraszam. Powinienem wierzyć tobie. Byłem wściekły i nie wiedziałem co robić. Gdybym nie wyszedł wszystko było by dobrze. 
-Leo proszę cię, miałeś prawo być wściekły.
-Ale to co zrobiłem...
-Leo już dobrze.
Po tych słowach przytuliłem ją najmocniej jak potrafiłem i wyszeptałem.
-Nie rób tak więcej. Bez ciebie nie poradziłbym sobie.
Lisa tylko odwzajemniła uścisk i starła pojedynczą łzę z mojego policzka. Tak bardzo się o nią martwiłem, że nawet nie wiem nic o moich łzach. Czy łzy są oznaką słabości? Zawsze uważałem, że mężczyźni nie płaczą. Jednak piłka nożna i miłość obaliły ten mit. Jest coś takiego jak gorzkie łzy porażki, nieodwzajemnionej miłości czy nawet strach o bliską ci osobę. Tuliliśmy się do siebie, kiedy do sali nie spodziewanie weszli nasi przyjaciele. Lisa ucieszyła się na ich widok. Rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się tak chyba przez dwie godziny. Nagle pojawił się lekarz Lisy i powiedział.
-Wyniki badań są dobre, chociaż straciła pani dużo krwi to i tak jest pani w jak najlepszej formie. Wypis jest przewidziany na dzień jutrzejszy.
-To znaczy, że jutro mogę ją stąd zabrać?-zapytałem.
-Tak panie Messi. 
Lekarz i państwo Pique wyszli, a ja zostałem jeszcze przy Lisie.
-Leo jest już późno jedź do domu i odpocznij.
-Ale Lisa ja cię tu nie zostawię.
-Leo proszę cię. Nic mi się nie stanie, a po za tym jutro już będziesz mnie mógł odebrać.
-No dobrze-pocałowałem ją jeszcze na pożegnanie i wyszedłem z sali.
Do głowy wpadł mi pewien pomysł. W sumie planowałem to już od dawna, ale jakoś nie było na to czasu. W schowku w samochodzie mam pierścionek zaręczynowy. Lisa jutro wychodzi ze szpitala, więc wezmę ją na romantyczną kolację i się jej oświadczę. Jestem pewny, że to właśnie z tą kobietą chcę spędzić resztę życia. Dojechałem do domu i pierwsze co zrobiłem to zacząłem wszystko planować. Jednak moją głowę zaprzątała także inna sprawa. Ronaldo. Mam ochotę go zabić. Jakbym go teraz spotkał to nie ręczę za siebie. Z tymi myślami zasnąłem. 
  • Ok jest już ostatni rozdział, więc pozostał tylko epilog. Miałam ogromny mętlik w głowie jak zakończyć tą całą sytuację. Chciałam nawet w pewnym momencie uśmiercić główną bohaterkę (Lisę), jednak to by nie miało sensu. Później myślałam nad różnymi konfrontacjami między Leo, a Cristiano. Wzięłam się w końcu za napisanie i wyszło tak jak jest, więc postanowiłam już niczego nie zmieniać. Pozdrawiam i zapraszam na epilog, który pojawi się jutro :*


środa, 11 lutego 2015

Rozdział 6 "Widać myliłem się"

Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce i siostrze :*
"Nieważne są żadne słowa, nasza miłość jest piękna"
Minął już tydzień od ostatnich wydarzeń. Ja i Leo z każdym dniem kochamy się coraz bardziej i jesteśmy coraz bardziej szczęśliwi. Po Cristiano słuch zaginął. To dobrze, bo może w końcu zniknął z mojego życia. Leo jest w Bilbao, ponieważ jeszcze dziś FCB gra mecz wyjazdowy. Właśnie się przebierałam, kiedy dostałam od niego sms-a.
-Kocham cię tak mocno, tęsknię i wygram dzisiaj dla ciebie mecz. Ściskam twój Leo.
Wzięło mu się na poezje miłosną (pomyślałam). Po chwili zastanowienia po prostu mu odpisałam.
-Też cię kocham. Trzymam kciuki za was. Pozdrów chłopaków.
Nic już nie dopisał. Ja natomiast skończyłam się już ubierać, więc postanowiłam wyjść pobiegać. Po 10 minutach dotarłam do parku i nagle rozdzwonił się mój telefon. Odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
-Halo?
-Myślałem, że nie odbierzesz.
Teraz tego właśnie zaczęłam żałować. Miałam spokój na tydzień, a teraz znów się dobija. Kto? No przecież, że sam Ronaldo.
-Czego chcesz?-zapytałam.
-Chce się spotkać.
-Po co?
-Jeśli się dziś spotkamy to obiecuję ci, że już później dam ci spokój.
-Jaką mam niby pewność?
-Nie masz pewności, ale sama wiesz że nic bym ci nie zrobił.
-Już zrobiłeś i mógłbyś to powtórzyć.
-Lisa proszę cię jedno spotkanie i dam ci spokój.
-Cris nie.
Po tych słowach się rozłączyłam. Wracałam do domu i kogo zobaczyłam? Niestety znów jego. Na mój widok do mnie podbiegł i bez ostrzeżenia po prostu mnie pocałował. Szybko się od niego odsunęłam i na niego spojrzałam. Tak jak zawsze miał ten swój cwaniacki uśmieszek. Uderzyłam go w twarz i z prędkością światła wbiegłam do domu zamykając drzwi na klucz. Przez okno zauważyłam, że płaci jakiemuś mężczyźnie z aparatem. To nie wróżyło niczego dobrego. Później wsiadł do swojego samochodu i odjechał. Usiadłam zrezygnowana na kanapie i zaniosłam się płaczem. Co on chce zrobić? Dlaczego on mnie prześladuje? Siedziałam tak aż do godziny 21. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać mecz. Oczywiście FCB wygrała 5:2. Leo zaliczył dwie wspaniałe asysty i jedną bramkę. Jest taki szczęśliwy, kiedy gra. Piłka to jego pierwsza miłość. Jest najlepszy w stu procentach w tym co robi. A Ronaldo nie dorasta mu nawet do pięt. O nie. Moją głowę znów zaczęły zaprzątać myśli o "7" z Realu Madryt. Chciałam tego uniknąć, więc położyłam się spać. Troszkę trwało zanim zasnęłam, ale ostatecznie się udało.
*Następny dzień
Poczułam, że ktoś mi się przygląda. Niechętnie otworzyła jeszcze zaspane oczy. Ujrzałam Leo, który najzwyczajniej w świecie siedział naprzeciwko mnie i się uśmiechał.
-Dzień dobry kochanie-powiedział.
Podeszłam do niego i go ucałowałam, mówiąc.
-Gratuluję.
-Dziękuje-odpowiedział po czym dodał.
-Ślicznie wyglądasz.
Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie koszulkę Leo. Oczywiście białą (Leo nie nosi innych). 
-Zrobię śniadanie-odpowiedziałam.
Po paru chwilach zajadaliśmy już śniadanie. Lionel poszedł sprawdzić poranną prasę. Czy powinnam się bać? Nagle usłyszałam jego słowa i już wiedziałam, że nie będzie to nic dobrego.
-Lisa chodź na chwilę.
Podeszłam do niego, a ten pokazał na ekran laptopa. Co ujrzałam? Było tam zdjęcie moje i Ronaldo całujących się.
-Leo to nie tak. On wczoraj mnie zaatakował pod domem i pocałował. Musisz mi uwierzyć, przecież nie zrobiłabym ci takiego świństwa.
Lio nie odpowiedział. Wziął kluczyki z samochodu i zaczął zmierzać do wyjścia. Nagle krzyknęłam.
-Leo dokąd idziesz?
-Lisa muszę to przemyśleć. Przecież całujesz się z tym całym pożal się Boże Ronaldo-kiedy to powiedział. Widziałam w jego oczach żal, smutek i wściekłość.
-Leo to nie tak.
-A jak?- tym razem krzyknął.
Nie odpowiedziałam, więc kontynuował.
-Myślałem, że na prawdę mnie kochasz. Widać myliłem się.
Wyszedł i odjechał z piskiem opon. Jego ostatnie słowa sprawiły, że poczułam się okropnie. Zraniłam go chodź tego nie chciałam. A przecież niczego nie zrobiłam. Leo uratował mi życie i pokazał co oznacza prawdziwa miłość. Za to wszystko na pewno bym go nie skrzywdziła. W mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy różnych chwil z mojego życia przed poznaniem Leo. Były one pełne smutku i nienawiści. Pobiegłam do łazienki zaczęłam szukać żyletki. No tak nigdzie jej nie było. Przecież Leo wszystkie wyrzucił, kiedy mnie poznał. Tak bardzo chciał mnie chronić, a teraz odczuwa przeze mnie ból. Może lepiej gdybym jednak zniknęła z jego życia? Jedyny ostry przedmiot jaki udało mi się znaleźć to nóż. Wzięłam go do rąk i na chwilę się zawahałam. No dalej Lisa. To tylko jedno cięcie i będzie po wszystkim. Znikniesz z życia Leo tak to prawda. Ale też w jego życiu już nie będzie problemów. Po tych myślach momentalnie poczułam ból. Później już tylko ściekająca krew. Ból zaczął ustawać, a ja nie czułam już nic. Zamknęłam oczy i odpłynęłam.
  • Beznadziejny. Ale niestety tylko to mi przychodziło do głowy. Wiem, że znów kończę w tak ważnym momencie, ale następny rozdział pojawi się jutro, więc nie będzie długiego czekania. Czytać i komentować. Pozdrawiam :*


wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 5 "Sergio jestem idiotką"

"Tylko w samotności mogła zatopić się w tęsknocie za nim, tak jak chciała"
Samolot wylądował, a ja zaczęłam się zastanawiać gdzie pójść. Nie mam tu nikogo bliskiego oprócz Kuna. Problem w tym, że to najlepszy przyjaciel Leo i od razu by powiadomił Messiego o tym, że tu jestem. Byłam tu kiedyś na wakacjach z Gerardem, Shaki i Leo. Większość czasu spędzaliśmy nad jeziorem. Ono jest nie daleko. Może tam pójdę. Kiedy już doszłam usiadłam na ziemi i spojrzałam na moją bransoletkę, którą dostałam od Lionela. Rozpłakałam się. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam Sergio. 
-Lisa co ty tu robisz i czemu płaczesz?-zapytał.
Nie odpowiedziałam mu. Podniósł mnie z ziemi, wziął moją torbę i poszliśmy do jego domu. Usiedliśmy na kanapie i ciszę przerwał Sergio.
-To może teraz mi powiesz co się stało?
-Kun nie chcę o tym mówić.
-Jak chcesz, ale wiesz zawsze mogę ci pomóc.
-Sergio jestem idiotką-krzyknęłam po czym znów się rozpłakałam.
Przytulił mnie i zachęcił do opowiedzenia mu o wszystkim. Powiedziałam mu wszystko po kolei.
-Lisa dlaczego powiedziałaś, że jesteś idiotką?-zapytał.
-Bo uciekłam od Leo. Chciałam go chronić i zniknąć z jego życia. Ale nie wiem czy on da radę sobie beze mnie. Ja bym bez niego nie dała sobie rady-odpowiedziałam.
-Lisa, Leo na pewno cię zrozumie. Kiedy się spotkacie i wszystko sobie wyjaśnicie to znów będzie wszystko dobrze.
-Kun dziękuje i mam małą prośbę.
-Jaką?
-Obiecaj mi, że nie zadzwonisz do Leo i nie powiesz mu że tu jestem.
-Tego nie mogę ci obiecać, a teraz idź spać. 
Poszłam na górę do pokoju dla gości i zasnęłam. 
*Leo
Ja, Gerard i Shaki właśnie się zastanawiamy gdzie mogła wyjechać Lisa. Nagle usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz z nadzieją, że to Lisa. Ale nie to Kun. Odebrałem niechętnie.
-Halo?
-Leo jest sprawa.
-Kun mam teraz coś ważnego do załatwienia.
-Lionelu Messi wysłuchaj mnie-krzyknął, a jemu akurat mało kiedy to się zdarzało.
-Ok słucham cię.
-Szukasz Lisy?
Na jego pytanie moje serce zaczęło szybciej bić. 
-Sergio ty wiesz gdzie ona jest?
-Jest u mnie, kiedy możesz przylecieć?
-Od razu.
-Ok w takim razie czekam.
Powiedziałem o tym Gerardowi i Shakirze. Oni życzyli mi tylko powodzenia, a ja od razu pojechałem na lotnisko. Wsiadłem do najbliższego lotu do Argentyny i zacząłem się zastanawiać czy Lisa chce mnie widzieć.
*Rano, Lisa
Wstałam i usłyszałam czyjąś rozmowę z dołu. Zeszłam po schodach z ciekawości i podsłuchałam rozmowę Kuna najprawdopodobniej z Leo.
-Kun ja ją kocham ponad życie. Nie chcę jej stracić, a już zwłaszcza przez tego Ronaldo.
-Leo musisz jej to powiedzieć.
Po tych słowach weszłam do salonu. Spojrzałam na Sergio i powiedziałam.
-Musiałeś?
-Tak musiałem to wy sobie porozmawiajcie, a ja pójdę pobiegać. 
Leo wstał i podszedł do mnie ze słowami.
-Lisa nie chce żyć bez ciebie. Bez ciebie jestem nikim.
Po tych słowach z moich oczu wypłynęły łzy, które otarł mi Lionel. Po chwili wykrztusiłam.
-Lio przepraszam.
-Za co?
-Za to, że uciekłam. Nie chciałam tego, ale zrobiłam to w przypływie chwili.
On tylko mnie przytulił i powiedział.
-Wiem, że to przez tego debila Ronaldo i wiem też, że on mi nigdy nie odbierze całego mojego świata.
-Czyli?-zapytałam.
-Czyli ciebie.
Złączył nasze usta w jedną całość. Teraz byłam w stu procentach pewna, że nikt ani nic nie może odebrać nam tego szczęścia. Może jednak moje życie jest jak bajka? Jestem księżniczką, która spotkała swojego księcia. Tym księciem jest Lionel Messi. 
  • Ok jest i piąty rozdział. Zbliżamy się powolutku do końca, ponieważ miało być 7 rozdziałów + epilog. Ale na razie o tym nie myślmy. Mam wenę, wiec piszę. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Czytać i komentować. Pozdrawiam :* 


poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział 4 "Kocham Leo i to się nie zmieni"

Rozdział dedykuję Paulinie ;) Dziękuje jeszcze raz za dedykację dla mnie na twoim blogu.
"Człowiek to istota pełna nadziei i pomysłów, które są zaprzeczeniem tezy, że nic nie możemy zrobić"
Poczułam, że ktoś całuje mnie lekko w czoło. Otworzyłam oczy i ujrzałam uśmiechniętego od ucha do ucha Leo. Przywitałam go długim pocałunkiem po czym poszłam się umyć i ubrać. Kiedy wyszłam z łazienki przede mną stanął Messi z torbą treningową w ręku i zapytał mnie
-Idziesz też na trening?
-Leo chciałabym, ale ktoś w końcu musi zrobić zakupy. Więc dzisiaj jedziesz sam.
-Lisa, proszę-zrobił oczy niczym kot ze Shreka.
-Leoś dzisiaj nie.
Pocałowałam go jeszcze i musiał już jechać. Ja natomiast najpierw pójdę na zakupy później może zadzwonię do Shaki i się spotkamy. Jestem właśnie w supermarkecie i robię zakupy. Kto by pomyślał, że będę jeszcze kiedyś szczęśliwa? Kto by w ogóle pomyślał, że będę jeszcze na tym świecie? A jednak, tak to prawda. Żyję i jestem szczęśliwa. U boku Leo i mam nadzieję, że nic mi tego nie zabierze. Zapłaciłam za zakupy i wyszłam ze sklepu. Nie uwierzycie kogo zobaczyłam. Kto mógłby to być jak nie sam Ronaldo? Chciałam uciec, ale mnie zobaczył. Podszedł do mnie, a ja momentalnie się od niego odsunęłam. Próbowałam go wyminąć, przeszkodził mi w tym. W końcu zdenerwowana powiedziałam.
-Zostaw mnie w spokoju.
-To nie możliwe kochanie.
-Nie mów tak do mnie, chcę przejść.
-Lisa kocham cię.
-Ale ja ciebie nie. Kocham Leo i to się nie zmieni.
-Jeszcze zobaczymy.
-Czy ty mi grozisz?
-Tylko ostrzegam.
-Mogę już odejść?
-Już dawno odeszłaś. Dokładnie pięć lat temu i rzuciłaś mnie dla tego karła.
-Nie masz prawa tak o nim mówić, a po za tym sam sobie zawiniłeś.
-Będę o nim mówił tak jak mi się podoba i jeszcze zobaczymy czy z nim będziesz.
-Będę, a tobie nic do tego.
-Jeśli nie będziesz ze mną to nie będziesz z nikim.
Odszedł, a ja jak najszybciej udałam się w stronę domu Leo. Weszłam do środka, odłożyłam zakupy i opadłam na kanapę. Dlaczego mnie to spotyka? Czy na prawdę nie mogę sobie ułożyć normalnie życia? No tak. Przecież moje życie to dramat, a nie bajka. Boję się, że Cris może coś zrobić Leo. Może powinnam wyjechać? Ale Leo mnie za to znienawidzi. Chociaż to dla jego dobra. To na prawdę nie głupi pomysł. Chce go chronić. Kocham go, ale tak będzie lepiej. Przed wyjazdem muszę napisać do niego list. Przecież nie mogę go zostawić tak bez słowa. Wzięłam kartkę i długopis po czym napisałam.
Drogi Leo <3
Piszę do Ciebie ten list, ponieważ nie chcę żebyś pomyślał, że jestem zła. Pamiętaj jedno kocham Cię. Zawsze kochałam i zawsze będę kochać. Jednak muszę wyjechać. Robię to dla Nas. Jestem z Tobą bardzo szczęśliwa, ale nie mogę Cię narażać. Nie pytaj dlaczego i gdzie wyjechałam. Tak będzie lepiej. Nawet nie wiesz ile łez wylałam pisząc do Ciebie ten list. Będę tęsknić. Bądź silny i nigdy o Mnie nie zapomnij. Pozdrów chłopaków i proszę Cię o jedno. Nie załamuj się przez ten list. Ułóż Sobie życie i bądź szczęśliwy. 
Kocham cię, Twoja kochana Lisa.
Skończyłam i położyłam list na stole w salonie. Później się spakowałam i pojechałam na lotnisko. Najbliższe loty to Argentyna i Niemcy. Do Niemczech na pewno nie polecę. Wybrałam Argentynę. Kraj Leo. Usiadłam i czekałam na lot. Zaczęłam się zastanawiać czy nie robię źle? Przecież to była tylko jedna rozmowa z Ronaldo przez którą uciekłam od Leo. Z pewnością nie jest to najlepsze wyjście, ale muszę to wszystko przemyśleć. Mam nadzieję, że Leo nie będzie miał mi tego za złe. No to już teraz. Jestem już na pokładzie samolotu i już nie mogę się wycofać. 
*Leo
Wróciłem po treningu i zawołałem.
-Lisa kochanie jestem.
Zauważyłem, że nie ma ani jej butów ani płaszczyku. Coś jest nie tak. W salonie na stole znalazłem list. Przeczytałem go i po prostu rozpłakałem się jak małe dziecko. Zacząłem krzyczeć niszcząc przez to wszystko co wpadło mi w ręce.
-Lisa do cholery jak mam być szczęśliwy bez ciebie?
Ogarnąłem się, wziąłem list i pojechałem do Pique i Shaki. Oni na pewno powiedzą mi co mam zrobić. No bo przecież nie myślała, że nie będę jej szukał? Ja nie potrafię bez niej żyć. Dojechałem na miejsce i zapukałem do ich willi. Otworzył mi Gerard i od razu zaprosił do środka. Kiedy zobaczyli w jakim jestem stanie zaczęli zasypywać mnie pytaniami co się stało. Wszystko im opowiedziałem i pokazałem list. Głos zabrał obrońca.
-To pewnie przez tego całego Ronaldo.
-Co ja mam teraz zrobić?-zapytałem.
-Musimy ustalić dokąd mogła wyjechać-tym razem głos zabrała Kolumbijka. 
  • Mamy czwarty rozdział. Mam nadzieję, że podołałam waszym oczekiwaniom, ponieważ mi osobiście się nie podoba. Następny jutro lub pojutrze. Czytać i komentować. Pozdrawiam :* 



niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 3 "To dla ciebie"

"Przed przeszłością nie uciekniesz. Ona dogoni cię szybciej niż myślisz"
To już ta chwila. To właśnie za parę minut na Camp Nou zacznie się mecz, na który czekali wszyscy kibice Blaugrany i Królewskich. W tle usłyszałam hymn Barcy i na boisko zaczęli wychodzić piłkarze. Niestety on też tam jest. Miałam na sobie koszulkę z "10 Messi". Chodź oglądanie tego meczu może sprawić mi wiele bólu przez jednego z piłkarzy Realu Madryt to i tak chcę wspierać Leo całym moim sercem. Chcę mu pokazać, że jestem przy nim zawsze wtedy kiedy tego potrzebuje tak jak on przy mnie. Pierwszy gwizdek i zaczynamy mecz. Na pierwszą bramkę nie trzeba było długo czekać, ponieważ już w 10 minucie na 1:0 dla Barcy strzelił Pique. Kibice zaczęli skandować jego nazwisko i okrzykom szczęścia nie było końca. Wszyscy myśleli, że na pierwszą połowę to było by na tyle, ale nie. W doliczonym czasie strzelił jak zwykle niezawodny Lionel Messi. Co zrobił? Po tej bramce cieszył się z chłopakami jak małe dzieci, które dostały nową zabawkę. Kiedy od nich odszedł, podszedł do ławki rezerwowych gdzie siedziałam ja i Enrique oraz paru rezerwowych piłkarzy. Najzwyczajniej w świecie mnie pocałował i wyszeptał do ucha
-To dla ciebie.
Po moim ciele przeszły przyjemne ciarki. I tym akcentem zakończyła się pierwsza połowa. Zagadałam się trochę z Bartrą, bo dopiero po chwili zauważyłam, że rozpoczęła się już druga połowa. Poczułam, że ktoś na mnie patrzy. Był to nie kto inny jak Ronaldo. Czułam się przez to niekomfortowo, ale nie chciałam żeby Leo o tym wiedział, bo inaczej mogłoby być źle na boisku. Jednak mimo to i tak między nimi zaczął rodzić się ogień. W 65 minucie Ronaldo dostał czerwoną kartkę za brutalny faul na Messim. Nie mogłam patrzeć na to jak Leo leciała krew z nosa. Pique od razu był gotowy do walki z Cristiano, ale na szczęście w ostatniej chwili uspokoił go Xavi. Leo pomimo krwi grał dalej. Oczywiście był wkurzony na Ronaldo i nie mogło obejść się bez jego ataków na bramkę chronioną przez Ikera. Udało się w 89 minucie znów strzelił Leo Messi i tak zakończył się mecz. Chłopaki zeszli do tunelu, a ja postanowiłam pójść za nimi i im pogratulować zwłaszcza mojemu Leo. Szłam właśnie korytarzem w kierunku ich szatni, kiedy poczułam, że ktoś ciągnie mnie za rękę. Spojrzałam na sprawcę tego i ujrzałam to czego z pewnością nie chciałam widzieć. Kto to? Oczywiście, że Cristiano Ronaldo. Próbowałam się wyrwać, ale na daremno. Przecież on jest o wiele razy ode mnie silniejszy. 
-Puść mnie.
-Dlaczego?-na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmieszek.
-To boli.
-Gdyby nie bolało to bym tak nie robił.
-Czego chcesz?
-Ciebie.
Po tych słowach całym ciężarem swojego ciała przyparł mnie do ściany i mnie pocałował. Nie mogłam nic zrobić, byłam bezsilna. 
-Zostaw ją-usłyszałam głos Leo.
Podbiegł do nas i bez ostrzeżenia uderzył Ronaldo w twarz. Zaczęli się szarpać, a ja próbowałam jakoś zareagować jednak bez efektu.
-Cris co ty odwalasz?-zawołał biegnący w naszą stronę Ramos.
Rozdzielił ich i zaczął przepraszać za Ronaldo.
-Realowska szuja-powiedział wściekły Leo.
-Karzeł-odpowiedział Cris.
-Solarka się odezwała-tym razem głos zabrał idący tu Pique.
Ronaldo odszedł tylko patrząc z poważną miną na Leo. Ja podziękowałam Ramosowi i chciałam już odejść. Nagle pojawił się Neymar, który śpiewał
-Głupie solarki przegrały mecz, Ramos dziś nie dostał czerwonej kartki co jest niemożliwe...
Kiedy zobaczył, że przy mnie, Leo i Gerardzie stoi nie kto inny jak Sergio to od razu się uciszył. Co zrobił Ramos? Uderzył Neymara, ale Pique zakończył ich sprzeczkę i nic więcej się nie działo. Ney i Gerard poszli do szatni. A ja jeszcze raz podziękowałam Ramosowi i odeszłam z Leo do reszty chłopaków. Lio nie chciał jechać na imprezę do Neymara, więc udaliśmy się do domu. W samochodzie nie odezwaliśmy się ani słowem. W domu usiedliśmy na kanapie, a ja zaczęłam opatrywać Leo nos. Na szczęście krew już nie leciała, ale nos ma stłuczony. 
-Lisa czy on ci coś zrobił?
-Nie, zdążyłeś w ostatniej chwili, ale proszę cię przestańmy już o tym rozmawiać.
Leo mnie przytulił i zaniósł na górę do sypialni. Położyliśmy się spać, a raczej Lionel. Ja nie potrafiłam zasnąć. Wyszłam na balkon, żeby odetchnąć świeżym powietrzem i zaczęłam rozmyślać. Wszystkie złe wspomnienia mnie dogoniły. Czy ja na prawdę nie mogę być szczęśliwa? Czy przeszłość na prawdę musi deptać mi po piętach? Jak ja mam sobie ułożyć życie? Przecież mam Leo, a Ronaldo? Mam nadzieję, że da nam spokój. A jeśli będzie chciał zepsuć nasz związek? Siedziałam tak jeszcze z godzinę. Później zrobiłam się senna, więc udałam się do łózka. Wtuliłam się do klatki piersiowej Leo. On najwyraźniej to poczuł, bo mnie przytulił i coś mruczał. Pocałowałam go w policzek i zasnęłam.
  • Jest trzeci rozdział. Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu. Czytać i komentować. Pozdrawiam :*