niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 3 "To dla ciebie"

"Przed przeszłością nie uciekniesz. Ona dogoni cię szybciej niż myślisz"
To już ta chwila. To właśnie za parę minut na Camp Nou zacznie się mecz, na który czekali wszyscy kibice Blaugrany i Królewskich. W tle usłyszałam hymn Barcy i na boisko zaczęli wychodzić piłkarze. Niestety on też tam jest. Miałam na sobie koszulkę z "10 Messi". Chodź oglądanie tego meczu może sprawić mi wiele bólu przez jednego z piłkarzy Realu Madryt to i tak chcę wspierać Leo całym moim sercem. Chcę mu pokazać, że jestem przy nim zawsze wtedy kiedy tego potrzebuje tak jak on przy mnie. Pierwszy gwizdek i zaczynamy mecz. Na pierwszą bramkę nie trzeba było długo czekać, ponieważ już w 10 minucie na 1:0 dla Barcy strzelił Pique. Kibice zaczęli skandować jego nazwisko i okrzykom szczęścia nie było końca. Wszyscy myśleli, że na pierwszą połowę to było by na tyle, ale nie. W doliczonym czasie strzelił jak zwykle niezawodny Lionel Messi. Co zrobił? Po tej bramce cieszył się z chłopakami jak małe dzieci, które dostały nową zabawkę. Kiedy od nich odszedł, podszedł do ławki rezerwowych gdzie siedziałam ja i Enrique oraz paru rezerwowych piłkarzy. Najzwyczajniej w świecie mnie pocałował i wyszeptał do ucha
-To dla ciebie.
Po moim ciele przeszły przyjemne ciarki. I tym akcentem zakończyła się pierwsza połowa. Zagadałam się trochę z Bartrą, bo dopiero po chwili zauważyłam, że rozpoczęła się już druga połowa. Poczułam, że ktoś na mnie patrzy. Był to nie kto inny jak Ronaldo. Czułam się przez to niekomfortowo, ale nie chciałam żeby Leo o tym wiedział, bo inaczej mogłoby być źle na boisku. Jednak mimo to i tak między nimi zaczął rodzić się ogień. W 65 minucie Ronaldo dostał czerwoną kartkę za brutalny faul na Messim. Nie mogłam patrzeć na to jak Leo leciała krew z nosa. Pique od razu był gotowy do walki z Cristiano, ale na szczęście w ostatniej chwili uspokoił go Xavi. Leo pomimo krwi grał dalej. Oczywiście był wkurzony na Ronaldo i nie mogło obejść się bez jego ataków na bramkę chronioną przez Ikera. Udało się w 89 minucie znów strzelił Leo Messi i tak zakończył się mecz. Chłopaki zeszli do tunelu, a ja postanowiłam pójść za nimi i im pogratulować zwłaszcza mojemu Leo. Szłam właśnie korytarzem w kierunku ich szatni, kiedy poczułam, że ktoś ciągnie mnie za rękę. Spojrzałam na sprawcę tego i ujrzałam to czego z pewnością nie chciałam widzieć. Kto to? Oczywiście, że Cristiano Ronaldo. Próbowałam się wyrwać, ale na daremno. Przecież on jest o wiele razy ode mnie silniejszy. 
-Puść mnie.
-Dlaczego?-na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmieszek.
-To boli.
-Gdyby nie bolało to bym tak nie robił.
-Czego chcesz?
-Ciebie.
Po tych słowach całym ciężarem swojego ciała przyparł mnie do ściany i mnie pocałował. Nie mogłam nic zrobić, byłam bezsilna. 
-Zostaw ją-usłyszałam głos Leo.
Podbiegł do nas i bez ostrzeżenia uderzył Ronaldo w twarz. Zaczęli się szarpać, a ja próbowałam jakoś zareagować jednak bez efektu.
-Cris co ty odwalasz?-zawołał biegnący w naszą stronę Ramos.
Rozdzielił ich i zaczął przepraszać za Ronaldo.
-Realowska szuja-powiedział wściekły Leo.
-Karzeł-odpowiedział Cris.
-Solarka się odezwała-tym razem głos zabrał idący tu Pique.
Ronaldo odszedł tylko patrząc z poważną miną na Leo. Ja podziękowałam Ramosowi i chciałam już odejść. Nagle pojawił się Neymar, który śpiewał
-Głupie solarki przegrały mecz, Ramos dziś nie dostał czerwonej kartki co jest niemożliwe...
Kiedy zobaczył, że przy mnie, Leo i Gerardzie stoi nie kto inny jak Sergio to od razu się uciszył. Co zrobił Ramos? Uderzył Neymara, ale Pique zakończył ich sprzeczkę i nic więcej się nie działo. Ney i Gerard poszli do szatni. A ja jeszcze raz podziękowałam Ramosowi i odeszłam z Leo do reszty chłopaków. Lio nie chciał jechać na imprezę do Neymara, więc udaliśmy się do domu. W samochodzie nie odezwaliśmy się ani słowem. W domu usiedliśmy na kanapie, a ja zaczęłam opatrywać Leo nos. Na szczęście krew już nie leciała, ale nos ma stłuczony. 
-Lisa czy on ci coś zrobił?
-Nie, zdążyłeś w ostatniej chwili, ale proszę cię przestańmy już o tym rozmawiać.
Leo mnie przytulił i zaniósł na górę do sypialni. Położyliśmy się spać, a raczej Lionel. Ja nie potrafiłam zasnąć. Wyszłam na balkon, żeby odetchnąć świeżym powietrzem i zaczęłam rozmyślać. Wszystkie złe wspomnienia mnie dogoniły. Czy ja na prawdę nie mogę być szczęśliwa? Czy przeszłość na prawdę musi deptać mi po piętach? Jak ja mam sobie ułożyć życie? Przecież mam Leo, a Ronaldo? Mam nadzieję, że da nam spokój. A jeśli będzie chciał zepsuć nasz związek? Siedziałam tak jeszcze z godzinę. Później zrobiłam się senna, więc udałam się do łózka. Wtuliłam się do klatki piersiowej Leo. On najwyraźniej to poczuł, bo mnie przytulił i coś mruczał. Pocałowałam go w policzek i zasnęłam.
  • Jest trzeci rozdział. Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu. Czytać i komentować. Pozdrawiam :*




6 komentarzy:

  1. Tyle się dzieje! I jest mój Ramos:) Neymar dostał po twarzy, ups. Biedna Lisa, Ronaldo nie chcę dać jej spokoju. A mój Leoś krwawił;c Jeju, czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojojoj, ale sie dzieje! Świetny rozdział. Neymar i jego "piosenka"...;)). Dużo krwi sie przelalo po meczu widzę. Mam nadzieje, że Ronaldo nic nie zrobi Lisie i bedą z Leo szczęśliwi. Zapraszam jeszcze na mojego nowego bloga alisa-story.blogspot.com/ i pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jest z miłą chęcią wpadnę. Tylko czekałam na jakiegoś nowego bloga w twoim wykonaniu. Również Pozdrawiam :*

      Usuń
  3. Geniuszu ty! :D Penaldo jest bezczelny -.- a Messi kochany :* hahahah Neymar śpiewa o Romosie supii *.* dodaj dziś kolejny pls!! Ja tak uwielbiam to opowiadanie *o*
    Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że bardzo przywiązałaś do mojego opowiadania co jest bardzo miłe ;) Następny rozdział pojawi się jutro, a ty zaczynaj pisać piąty bo też czekam ;)

      Usuń
  4. Ey Twoje jest lepsze od mojego w 100 %! Piąty hmm... może się wyrobię ;D

    OdpowiedzUsuń